Pozwólmy dzieciom żyć po swojemu.

Zadzwoniła niedawno do mnie klientka. Przykładowa Matka Polka Cierpiętnica. Na dodatek prawie wszystkowiedząca. Chciała, żebym poradziła jej, co może zrobić, żeby zmienić syna. Jej 35-letnie dziecko jest nierozważne, nieposłuszne i wciąż popełnia błędy, za które płaci zbyt dużą cenę. Wysłuchałam historii ich życia i nie miałam dla niej dobrych wieści. Moim zdaniem nie może zmienić syna, ale może zmienić własne myślenie. Jednak tak jak większość moich rodaków, chce mieć wpływ na życie swoich bliskich, więc nie wyobraża sobie, żeby mogła odpuścić temat i zająć się sobą, a nie tymi, których przecież tak mocno kocha. Przecież ona tak bardzo się martwi, a ten jej syn wcale nie chce już jej słuchać. Związał się z młodszą od siebie dziewczyną z pięcioletnim dzieckiem i na domiar złego, w zeszłym miesiącu, wprowadził się do kochanki, jak powiedziała kobieta. Moim zdaniem, powinna cieszyć się, że jej dorosły synek chce się ustatkować, ale ona jest innego zdania. Martwi się o to, że kolejna kobieta złamie mu serce, nie zaopiekuje się nim odpowiednio, a w dodatku nie poradzi przecież sobie z obcym dzieckiem, którego będzie musiał niańczyć. Słuchałam jej ponad pół godziny i nie usłyszałam nic pozytywnego na temat syna i jego przyszłości.

Kobieto odpuść i daj żyć swojemu dziecku.

Nasze dzieci są jak latawce. Kiedy są małe trzymamy je za krótki sznurek, żeby było bezpiecznie. Z biegiem czasu, kiedy nabierają siły i doświadczenia, sznurek wydłużamy, żeby kiedyś puścić go i móc obserwować, jak pięknie lata po niebie. Dajemy mu wolność, żeby uniósł się wysoko i poleciał tam, gdzie go los zaprowadzi lub on sam pokieruje swoje życie. Tak powinno być, ale raczej nie zawsze bywa. Taka jest moja wizja macierzyństwa, ale być może nie jest Twoją. Nie jesteśmy własnością życia naszych dzieci. Dałyśmy im to życie, odchowałyśmy i na tym kończy się to wszystko, co mogłyśmy dobrego zrobić. Reszta zależy od nich samych. Nasze dzieci są oddzielnymi istnieniami. Mają swoją niepowtarzalną osobowość, marzenia i możliwości, których być może my nigdy nie miałyśmy. To one powinny żyć swoim życiem, doświadczać tego, co potrzebują i cieszyć się z tego, co mają. Nie przeżyjemy za nich ich życia i nie możemy decydować o tym, co jest dla nich ważne i czego potrzebują. Nie wolno nam zamartwiać się o ich przyszłość, bo nigdy nie damy im siły i wsparcia, którego każde dziecko potrzebuje od swojego rodzica. Budując w swoich głowach niewspierające historie, życzymy im, żeby tak właśnie było. Nasze myśli to nasze modlitwy. Zróbmy wszystko, żeby były czyste, dobre i wspierające. Pozwólmy dzieciom żyć po swojemu.

Kobieto, przestań się zamartwiać o swoje dzieci.

Kiedyś dowiedziałam się, że nie można powtarzać małym dzieciom „uważaj”. „Uważaj, bo się przewrócisz. Uważaj, bo się poparzysz. Uważaj, bo spotkasz kogoś, kto zrobi Ci krzywdę…” I przestałam używać tego słowa wobec moich dzieci. Z jednej strony wypowiadając takie słowa, wypowiadamy życzenie, a z drugiej ograniczamy możliwości naszemu dziecku. Potęgujemy w nim lęk i strach przed nieznanym. Zniechęcamy do doświadczeń i poszukiwania najlepszych rozwiązań dla niego samego. Wszyscy przecież wiemy, że człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach. Jeśli by się nie przewrócił, nigdy by nie chodził.  Jeśli by się nie oparzył, nie wiedziałby czym jest wrzątek. Najlepiej jest, kiedy małe dzieci mogą doświadczać w naszej obecności, bo w razie czego możemy dość szybko zareagować, gdyby się coś stało. Ale jeśli dorasta, powinnyśmy pozwolić mu na doświadczanie tego, na co nie odważyłby się przy rodzicach. Przypomnij sobie, jak Ty doświadczałaś. Uczyłaś się. Potajemnie całowałaś z kolegom ze starszej klasy. A może pojechałaś z koleżankami na wycieczkę, mówiąc rodzicom, że będziecie się uczyły w domu przyjaciółki. A co dopiero, kiedy nasze maleństwo staje się dorosłym człowiekiem, a my drżymy o jego przyszłość? Zamartwiamy się i zbyt często powtarzamy mu, żeby uważał na siebie. Świat jest przecież taki niebezpieczny, a ludzie mogą go skrzywdzić. „Na pewno stanie się coś złego. Wykorzystają Cię. Ona nie jest Ciebie warta”. A kiedy młody człowiek doświadczy i nie wyjdzie tak, jak planował, mówisz mu: „A nie mówiłam”. Rozmawiaj z dzieckiem niezależnie od jego wieku. Jednak pozwól mu żyć po swojemu. Duże prawdopodobieństwo, że to co dobre dla Ciebie, niekoniecznie będzie dobre dla niego. Jest innym człowiekiem. Ma swoje marzenia i plany. Być może będzie chciał, żeby jego życie było podobne do twojego lub wręcz przeciwnie. Nie chce popełniać Twoich błędów. Daj mu żyć. Odpuść. Jeśli jest już dorosły tym bardziej powinnaś zwrócić mu wolność. Urodził się wolny i nie jest niczyją własnością. Ma prawo żyć po swojemu. Możesz go wspierać, ale nie ograniczać. Nigdy nie możesz przeżyć życia za niego.

Wiem o czym mówię, bo sama dość dużo przeżyłam. Im mocniej moi rodzice ingerowali w moje życie, tym więcej popełniałam błędów. Zakazy sprawiały, że jeszcze bardziej chciałam czegoś doświadczyć, a ostrzeżenia były jak przepowiednie, które musiałam wprowadzić w życie. Na szczęście stałam się asertywna. Po swojemu zaczęłam kreować swoją rzeczywistość i dzięki temu dzisiaj jestem szczęśliwa. Życie według założeń moich rodziców, być może jest ciekawe, bezpieczne, najlepsze, ale na pewno nie dla mnie. Jestem inna niż oni, jak każdy człowiek. Wiele przekonań, które wpoili w moją głowę raczej ograniczało mnie niż budowało. Chociaż robili to z troską i miłością, nie wszystko przyniosło zamierzony skutek. Większość rodziców martwi się o swoje dzieci mając dobre intencje. Jednak nie zawsze ich myśli i czyny robią dobrze ich synom i córkom.

Poza tym w mojej rodzinie jest parę dorosłych już osób, które nie ułożyły sobie swojego życia. Ich rodzice wiedzieli lepiej, co dla nich jest dobre, a co nie jest i nie pozwolili im żyć po swojemu. Ci ludzie nie mieli na tyle odwagi i siły, a może pomysłów,  żeby się sprzeciwić, więc utknęli w tym, co niekoniecznie im służyło, ale było w miarę bezpieczne. Są bardzo samotni i nieszczęśliwi. Patrząc na ich życie tym bardziej pozwalam doświadczać moim dzieciom.

Zamiast zamartwiać się o przyszłość swojego dziecka, uwierz w jego możliwości. Nie mów, że „nie uda mu się”. Przestań powtarzać, że martwisz się , jak to będzie, kiedy ożeni się lub wyjdzie za mąż. Nie wnioskuj, że na pewno ona go zdradzi, okradnie lub wyrzuci po sześciu miesiącach. Życz mu szczęścia, miłości i myśl tylko pozytywnie.

Żyj swoim życiem.

A tak poza tym nie myśl za dużo o życiu swojego dziecka, tylko skup się na sobie. Miej swoje życie, swoje pasje i swoje marzenia. Twoje dziecko niech żyje po swojemu, ma takie prawo. Nawet jeśli masz inne zdanie, uszanuj jego wybory. Jeśli związał się z kobietą, której nie lubisz, zaakceptuj i życz im szczęścia. To jego wybór. To on będzie z nią, a nie z Tobą. Kiedyś znajoma powiedziała mi mądrą rzecz. Matka nie będzie miała szans z kobietą, z którą sypia jej dziecko. Chyba że jest maminsynkiem i nie ma odwagi żyć po swojemu. Wtedy jednak zawsze będzie nieszczęśliwy. Z poczucia winy, strachu wybierze matkę, ale serce i tak będzie poszukiwało miłości i ukojenia.

Wiem, że większość nie wierzy w to, że myśli i słowa kreują naszą rzeczywistość. Nie wierzą, że zamartwianie się przynosi więcej złego niż dobrego. Wiem, że znajdą się tacy, którzy skrytykują moje słowa i tak jak, wspomniana na początku pani, powiedzą, że przecież jej myśli i wypowiadane zdania nie mają wpływu na przyszłość jej syna. I  mają prawo tak myśleć. To ich życie i życie ich dzieci. Nie moje. Ja tylko dzielę się wiedzą i doświadczeniem – własnym oraz wielu  ludzi, którzy tego doświadczyli. Możesz w swoim życiu robić to, na co pozwala Ci odwaga. Spróbuj jednak zamienić myśli o swoich dzieciach na takie, które będą je wspierały, a  nie osłabiały. A jeśli chcesz coś zmienić, zacznij od zmiany siebie samej, a nie innych. Podejrzewam, że Twoja dobra zmiana sprawi, że ich życie stanie się lepsze.  

Dodaj komentarz