fbpx

Część naszego życia wypełniona jest nieistotnymi nawykami, rzeczami, których nie potrzebujemy i ludźmi, przez których cierpimy. Większość czasu poszukujemy, nie wiedząc czego same chcemy. W efekcie wciąż jesteśmy niezadowolone. Czujemy się nieszczęśliwe. Jesteśmy pozornie szczęśliwe.

 

RZECZY

Miałam w życiu wszystko, czego wydawać by się mogło, potrzebowałam. Miałam pieniądze, samochód, mieszkanie, dobrą pracę, ale wciąż byłam nieszczęśliwa. Ludzie postrzegali mnie jako szczęściarę, która odniosła sukces. Mi jednak wciąż czegoś brakowało. Czułam się samotna, niekochana i niespełniona.

W pewnym momencie zauważyłam, że otacza mnie zbyt wiele rzeczy i zbyt wielu ludzi. Zakupy były przyjemnością i miały zastąpić pustkę, która była w moim sercu. Otaczające mnie przedmioty dość szybko mi się nudziły i chciałam czegoś nowego. Poszukiwałam szczęścia i wydawało mi się, że odnajdę je w rzeczach, za które płaciłam. Utożsamiałam szczęście z czynnikami zewnętrznymi. Nie potrafiłam zbyt długo cieszyć się nowym mieszkaniem, nowym samochodem, czy zagraniczną wycieczką. Wciąż chciałam więcej. Uwielbiałam dodatkowo obdarowywać innych rzeczami, których zakup sprawiał mi przyjemność. Pomagałam każdemu, kto mnie o to poprosił, a nawet tym którzy tego nie robili. W taki sposób chciałam kupić sobie miłość, przyjaźń i zaufanie. Wydawało mi się, że jest to jedyna droga do tego, żeby być dobrym człowiekiem. Takie miałam przekonanie.

I pomimo tego, że miałam wymarzoną rodzinę, wciąż byłam samotna.

Ostatnio syn uświadomił mnie, że jest pokoleniem ludzi bardzo nieszczęśliwych. Dzisiejsza młodzież żyje w najlepszych warunkach w historii naszego kraju. Dzieci mają wszystko czego potrzebują, ale nie wiedzą czego chcą.  Ich rodzicom łatwiej było dokonywać wyborów, decydować o przyszłości, o wyborze studiów. Teraz młodzi ludzie, atakowani milionem bodźców dziennie, otaczający się dobrami tego świata, są bardziej zagubieni niż moje pokolenie. 

Ja również jeszcze parę lat temu nie wiedziałam czego chcę. Zaspakajałam raczej potrzeby innych niż własne, szukając szczęścia, satysfakcji, ukojenia. Domagając się więcej i więcej.

Zaczęłam zastanawiać się skąd bierze się to niezadowolenie i potrzeba posiadania wciąż nowych rzeczy? Pomógł mi w tym rozwój osobisty. Poznanie lepiej siebie spowodowało, że zaczęłam poszukiwać rozwiązań. I kiedy coraz głębiej wchodziłam w tematy związane z człowiekiem, rozwiązania zaczęły do mnie same napływać.

Zrozumiałam, że zagłuszam sama siebie, otaczając się rzeczami, których tak naprawdę nie potrzebuję. A to wszystko wynikało z przekonań, które były w mojej głowie. Większość z nich pochodziła jeszcze z czasów mojego dzieciństwa. Uznałam coś za prawdę i przez lata wierzyłam, że tylko dzięki temu mogę być spełniona. Praca nad sobą pozwoliła mi się pozbyć wielu z nich. Odetchnęłam. Pozbyłam się z życia tego, co mnie ograniczało. Rozwój jednak wciąż trwa i wiem, że jeszcze są sprawy, z którymi muszę się zmierzyć, myśli, których chcę się pozbyć i ludzie, na których muszę uważać.

W pierwszej kolejności zrobiłam porządki. Oczyściłam przestrzeń, w której żyję. Pozbyłam się przedmiotów i osób, które nie pozwoliłyby mi dokonać zmiany. Z niektórymi ograniczyłam kontakt, ale znaleźli się również i tacy, z którymi zerwałam znajomość. Wyniosłam z domu i biura to wszystko, co było zepsute, zniszczone lub wywoływało we mnie bolesne wspomnienia. Przestałam kupować nowe rzeczy tylko dlatego, że wydawało mi się, że ich potrzebuję. Teraz zanim coś nabędę zastanawiam się parokrotnie, czy jest mi to rzeczywiście potrzebne? Czy nie mam czegoś podobnego? Kupuję rzeczy lepszej jakości, które mogą posłużyć mi przez lata. Zrozumiałam, że nie stać mnie na przedmioty, które z pozoru mogą być atrakcyjne, ale w dłuższej perspektywie już nie są.

Zaczęłam zwracać większą uwagę na to, ile produkujemy śmieci, kupując dużo i tanio. Żyjąc w epoce plastiku, krzywdzimy siebie i następne pokolenia. Z przerażeniem patrzę na ilości wszystkiego, co mnie otacza w centrach handlowych i supermarketach. I zawsze zadaję sobie pytanie, czy rzeczywiście my tego potrzebujemy? Zaniepokojona jestem również ilością śmieci, które wyrzucam i przypominam sobie czasy mojego dzieciństwa, kiedy nie było plastikowych toreb, czy pełnych półek z towarami w sklepach. I wydaje mi się, że kiedyś ludzie faktycznie cieszyli się, doceniali i pielęgnowali to, co udało im się zdobyć. Dzisiaj jest to rzadkością. Nie wszyscy szanują to co mają, bo wiedzą, że mogą mieć coś nowego – bez wysiłku, a czasami nawet bez zastanowienia.

Zaczęłam w pewnym momencie mojego życia czerpać inspirację z minimalizmu i ograniczać to, co mogę. Udało mi się również zmniejszyć ilość kupowanego jedzenia, które wcześniej dość często wyrzucałam. Mam jedną dużą szafę z ubraniami i ograniczoną ilość butów. Chociaż wciąż uważam, że mam tego zbyt dużo. Pozbyłam się niepotrzebnych pamiątek i sprzedałem to wszystko, czego nie używałam od lat.

Kupuję nowe. I wciąż lubię to robić. Jednak zdecydowanie rzadziej i z większym przemyśleniem, czy naprawdę tego potrzebuję. Zaczęłam cieszyć się z rzeczy, których wcześniej nie doceniałam. Zmiana wciąż trwa.

Nikt nigdy tego nie zdiagnozował, ale myślę, że byłam uzależniona od zakupów. 

Żyjemy w czasach konsumpcjonizmu. Zachęcani jesteśmy non stop przez różne środki przekazu, żeby coś nabyć. I wzbudza się w nas poczucie winy, że jeżeli czegoś nie mamy, to jesteśmy gorsze. Żyjemy często w przekonaniu, że nasze życie musi być idealne, poukładane. Podążamy za innymi, perfekcyjnie urządzając mieszkania, planując wyjazdy i organizując czas wolny.

Dzisiaj wiem, że nigdy tacy nie będziemy. I że te wszystkie przedmioty, które kupujemy, dają nam tylko pozorne szczęście. Na chwilę. I to bardzo krótką. Nie możesz cieszyć się z tego, zastanawiałaś się, co jest ważne w Twoim życiu? I czy to czym się otaczasz, to co kupujesz, wnosi coś dobrego czy raczej złego do Twojego życia? Zapytaj siebie.

Jeżeli nie wnosi, należy się tego pozbyć. Zyskasz wtedy większą świadomość samego siebie. Dlaczego? Dlatego, że otaczające nas rzeczy, często nas ograniczają. Nie pozwalają być sobą i cieszyć się z tego, co naprawdę jest dla nas ważne.

Nie oznacza to jednak, że masz pozbyć się od razu wszystkiego. Zacznij od małych kroków. Od porządków w szafkach, szafach i szufladach. Od pozbycia się zbędnych rzeczy z komórki, garażu czy poddasza. I regularnie do tego powracaj. Zawsze znajdzie się coś, co jest Ci już niepotrzebne, z czym powinnaś się rozstać. Odzyskasz utraconą przestrzeń.

Moja tendencja do zbieractwa wynikała zarówno z mojej natury, jak i w dużej mierze z przekonań, które zaszczepili we mnie rodzice. Wszystko było potrzebne i wszystko mogłoby się kiedyś przydać. Kiedy uświadomiłam sobie, że lepiej żyje mi się w uporządkowanym, ale na mój sposób, mieszkaniu, zaczęłam przemeblowywać pomieszczenia tak, żebym miała wolną przestrzeń wokół siebie. Zmieniając meble w salonie optycznie powiększyłam go, a co najważniejsze zyskałam dużo więcej miejsca na książki, dokumenty i inne skarby, których potrzebuję. Po tej zmianie lepiej zaczęłam czuć się we własnym domu.  Mam takie wrażenie, że jest w nim inna energia i więcej tlenu, z którego czerpię siłę do działania. Mam tak, jak chcę mieć, a nie jak powinnam mieć według osób, które od lat były moimi doradcami. Kiedy uświadomiłam sobie, czego tak naprawdę chcę, okazało się, że dwa poprzednie mieszkania urządzałam opierając się właśnie na opinii innych, a nie na tym, czego sama chciałam i co mi się podobało. 

Otaczaj się tym, co jest dla Ciebie dobre. Korzystaj z życia tak, jak tego pragniesz. Nie patrz na innych, słuchaj głosu swojego serca.

Czerpię inspirację z minimalizmu, ale lubię wysoki standard i piękno. Wolę jedną rzecz, ale porządną. Moje podejście do życia nie wiąże się z ubóstwem, ale ze świadomością moich potrzeb. Za tą samą ilość pieniędzy mogę kupić najnowszej generacji telewizor lub pojechać na urlop. Mogę kupić pięć bluzek gorszej jakości lub jedną lepszą, która starczy mi na dłużej. Mogę również wydać te pieniądze na wyjazd z koleżankami do SPA. Wszystko zależy od tego co jest dla mnie ważniejsze w danej chwili. I przestałam przejmować się tym, co inni myślą o moim wyborze. Chcę czerpać z życia to, co jest w nim najpiękniejsze dla mnie.   

 

Przewartościowałam pojęcie sukcesu. Kiedyś kojarzył mi się on z dużym domem, pięknym luksusowym autem i drogimi ubraniami. Dzisiaj sukces to dla mnie poczucie szczęśliwości w tym, w czym jestem. To życie w zgodzie ze sobą, na warunkach, które sama ustanawiam. Dom to ludzie i atmosfera, która w nim jest. Samochód ma być taki, którego ja potrzebuję, a nie taki którego podziwiać będą inni. A ubrania mają być przede wszystkim wygodne i w moim stylu, a nie takim, który jest akurat w modzie.

 

LUDZIE

Przez lata żyłam również w przekonaniu, że szczęście da mi inny człowiek, tak jak rzeczy, które mieć będę. Uważałam, że muszę być mężatką i urodzić dwoje dzieci. Najlepiej chłopca i dziewczynkę, przy czym chłopiec powinien być starszy od siostry, którą będzie chronił. Stereotypy, którymi byłam karmiona od najmłodszych lat sprawiały, że zawsze czułam się gorsza. Nie dość dobra, nie dość, mądra, nie dość piękna. Dążyłam do perfekcji, do ideałów kreowanych przez środowisko, w którym żyłam i media, których słuchałam. I nie było tam miejsca na mnie samą. Na moje pragnienia, potrzeby, a chyba najbardziej na uczucia i emocje, którym wciąż zaprzeczano. Wszyscy wiedzieli, co jest dla mnie lepsze i czego potrzebuję, żeby być szczęśliwą. A ja tylko potrzebowałam uwierzyć w siebie i we własne możliwości.

Dzisiaj już wiem, że szczęście jest we mnie. Jest to główne źródło mojej szczęśliwości. Czynniki zewnętrzne mogą ją tylko wzbogacać. Jednak brak miłości i szacunku do siebie zawsze będzie blokował to, co może dać mi radość i przyjemność.

Ludzie szukają w życiu głębszego znaczenia, ale większość skupia się na powierzchowności. Pozornym szczęściu. Na tym wszystkich co namacalne, nietrwałe i bardzo często niedopasowane do ich potrzeb. Większość zadłuża się, żeby mieć coś, na co ich nie stać i być może nigdy stać nie będzie. Przez długi, które narastają w tak szybkim tempie rodzi się strach i stres, a w efekcie cierpienie. Myślę, że nawet większość małżeństw rozpada się przez brak pieniędzy, spłatę kredytów i rzeczy materialne, które wydają im się ważne. Wielu ludzi kupuje piękne duże domy, w których i tak nie ma czasu mieszkać, bo muszą pracować całymi dniami, żeby je spłacić. Rodzice nie znają swoich dzieci, a dzieci samotnie przemierzają życie wśród obcych ludzi.  Tracimy bliskich i zdrowie, szukając szczęścia tam, gdzie i tak go nie znajdziemy.    

Zaspakajanie potrzeb w materialistyczny sposób nigdy nie przyniesie szczęścia, jeżeli próbujemy zagłuszyć nasz wewnętrzny ból. Pierwszym krokiem jest zastanowienie się nad tym jaka jestem i czego potrzebuję? Czy to co chcę kupić będzie wyrażało mnie, czy tylko jest symbolem statusu społecznego, którego pragnę? I czy da mi spełnione życie? Poza tym przywiązywanie do rzeczy nie jest dobrym zjawiskiem dla ludzi, ponieważ ich ewentualna utrata zawsze przyniesie ból.

Człowiek świadomy dba o jakość i znaczenie rzeczy w swoim życiu. Dla niego rzeczy materialne nie są ważne ze względu na symbolikę społeczną, którą kreują media. Przedmioty nie mają przedstawiać wartości społecznej i być modne. Mają być użyteczne i trwałe. Jednak coraz częściej kupujemy nowy telefon nie dlatego, że stary się zepsuł, ale dlatego, że wyszedł nowszy model. Zmieniamy w kuchni talerze, szklanki i inne dodatki, nie dlatego, że uległy zniszczeniu, ale dlatego, że mają niemodny kolor w tym sezonie. Nabywamy psy i koty popularnych ras, zapisujemy dzieci na zajęcia, które są najbardziej oblegane i wyjeżdżamy do miejsc, które są na topie.

Kupując nowe rzeczy i płacąc za kolejne przyjemności nie wypełnimy jednak pustki, która jest w naszym sercu. Nie odnajdziemy wewnętrznego spokoju. I nie uświadamiamy sobie, że wcale nie potrzebujemy tego wszystkiego. Chcemy tylko tego, co one nam dają. Problem polega jednak na tym, że dają nam to poczucie szczęścia tylko na chwilę, po której chcemy kolejnej nowej rzeczy i tego uczucia spełnienia, które z nią przyjdzie. 

Możesz mieć piękny dom, wspaniały samochód i co roku jeździć do najdroższych kurortów wypoczynkowych. Nie dadzą  Ci jednak szczęścia, kiedy nie będzie go w Tobie. 

Miałam to szczęście i obudziłam się w porę, żeby skorzystać z prawdziwej szczęśliwości, która jest we mnie. Odważyłam się zrezygnować z pozornego szczęścia, żeby odnaleźć siebie. Dziękuję podwójnie, kiedy wchodzę do pięknego domu z ogrodem, w którym jest ból, strach i poczucie krzywdy. Na zewnątrz piękne róże, a w środku kolce, które ranią domowników. I zdaję sobie sprawę, że tylko nieliczni są w stanie podjąć ryzyko, żeby wyjść z pozornej szczęśliwości. Pozbyć się tego, co jest popsute i nie do naprawienia lub naprawić to, co jeszcze można zreperować. Wejść w nowe, ale jeszcze nieznane. 

Pamiętaj, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Moim zdaniem zawsze może być lepiej. Dlatego zastanów się, czy możesz zrobić coś, co sprawi, że będziesz prawdziwie szczęśliwa kobietą?

Pozbądź się tego, co Ci uwiera i ciesz się życiem. Życie jest zbyt piękne, żeby z niego nie skorzystać.    o masz, jeżeli utożsamiasz swoje szczęście z czymś, co jest na zewnątrz Ciebie, a nie widzisz go w sobie! Patrząc jednak na reklamy pięknych ludzi, idealnych mieszkań czy smacznie wyglądających dań, chcesz tego samego. I wciąż gonisz za króliczkiem, który i tak ucieka, bo to co było modne wczoraj, dzisiaj już nie jest! I to co dobre dla innych, dla Ciebie być nie musi! Zapominamy, że każdy z nas jest inny. Trochę inaczej postrzega świat. Ma zupełnie inną osobowość. Ważne jest, żeby inspirować się światem na zewnątrz, ale zadbać o to, co jest we mnie. Naprawdę nieliczni żyją w zgodzie ze sobą. Niewielu zna swoje naturalne talenty i niewielu potrafi komunikować o swoich potrzebach. Większość idzie za tłumem.

Czy zastanawiasz się, co robią z Tobą reklamy, na które patrzysz, które słyszysz i które czytasz? One wmawiają nam, że potrzebujemy tego, co przedstawiają.  A nasze mózgi zaczynają wariować. Chorują umysły i chorują nasze ciała. Na coraz większą skalę.

Kinga Klejment

Tel. +48 514 112 159

kontakt@kingaklejment.pl