Nie oceniaj, a doceniaj.

Świat jest taki kolorowy. Otaczają nas różne barwy, kształty i zapachy, budzące różnorakie w nas emocje. Od tych mocno pozytywnych, do tych, których raczej chciałybyśmy unikać. Tak samo jest z ludźmi. Są różni. Wysocy i niscy. Szczupli i krąglejsi. Blondyni i bruneci. I nie ma dwóch takich samych osób na świecie. Każdy jest inny, ale za to wyjątkowy. Każdy człowiek ma inną osobowość, na którą składa się praca jego mózgu oraz charakter, który zmienia się przez całe jego życie. Dlatego też inaczej myślimy, czujemy i działamy. Moim zdaniem jest to piękne, ponieważ wzbogaca nasze życie i sprawia, że świat jest ciekawszy.

Wyobraź sobie, co by to było, gdybyśmy wszyscy byli identyczni. Wyglądalibyśmy tak samo, myślelibyśmy tak samo i tak samo reagowalibyśmy na to, co zadziałoby się w naszym życiu. Czyżby nie było nudno? A tak, zawsze coś ciekawego dzieje się, a my wciąż jesteśmy nieodkrytą zagadką. Nawet sami dla siebie.

Rozmawiałam ostatnio ze znajomą. Różni nas nie tylko wiek, ale i przekonania. Lubię z nią prowadzić dyskusje, bo postrzega świat zupełnie w innych barwach niż ja. Dzięki temu mogę dowiedzieć się, co dzieje się w głowach tych, którzy nie są do mnie podobni. Ma córkę w moim wieku, więc w naszych rozmowach pojawiają się nie tylko ciekawe tematy, dotyczące życia, ale możemy stosować porównania. Chociaż nie powinniśmy porównywać, to wciąż to robimy. Tak samo jest z oceną. Oceniamy dlatego, że większości sprawia to przyjemność. A dla niektórych jest to nawet sens ich życia. Zanim wrócę do znajomej, opowiem Ci, jak kiedyś zamieszkałam na pewnym osiedlu.

Moja przeprowadzka wywołała dość duże zainteresowanie wśród sąsiadów. Zainteresowali się mną głównie Ci, którzy nie mieli ciekawego życia i szukali atrakcji u innych. Byłam dla nich tematem do rozmów i obiektem sensacji. Samotna matka z dwójką małych dzieci wzbudziła zamieszanie. Z jednej strony byli tacy, którzy chcieli mi pomóc, ale byli i tacy, dla których stałam się nie lada zagrożeniem. A że radziłam sobie dość dobrze w życiu osobistym i zawodowym, byłam również dla niektórych obiektem zazdrości i zawiści, a dla innych inspiracją do zmiany. Mówiono o mnie i nawet próbowano wciągać w osiedlowe intrygi. Spotkało mnie wiele przyjemnych chwil i tych, o których wolałabym zapomnieć. Sąsiedzi, którzy byli bardziej zainteresowani moim niż własnym życiem, widzieli wszystko. Widzieli nawet mężczyzn przychodzących do mojego domu, których nigdy tam nie było. Wiedzieli co myślę, co czuję i jakie mam plany. Z zainteresowaniem śledzili, co wnoszę i co wynoszę z mieszkania. Komentowali kto wchodzi i kto z niego wychodzi. Raz nawet z tej całej zazdrości dostało się mojemu byłemu mężowi, który przyjechał po dziecko. Sąsiadce nie spodobało się, że przyjeżdża do mnie zbyt dużo czarnych ekskluzywnych samochodów. Wcześniej była jakaś rodzinna uroczystość, a pech chciał, że wszyscy moi znajomi mieli czarne auta i to znanych marek. Sąsiadka to przyuważyła i kiedy podjechał kolejny czarny pojazd, uzewnętrzniła swoje emocje. Zdziwiony człowiek podobno tylko skomentował, że nie jest już z tej rodziny i nie wie, o co zdenerwowanej pani chodzi. A chodziło o to, że byłam inna. Jeśli nie radziłabym sobie jako samotna matka ludzie próbowaliby mnie pocieszać, ale i tak komentowaliby moje życie. A że radziłam sobie i to nawet lepiej niż większość sąsiadów, krytykowali to, że powodzi mi się zbyt dobrze. I tak źle i tak niedobrze. To był piękny czas, który był początkiem mojego rozwoju. Każda lekcja była dla mnie na wagę złota. Zrozumiałam wtedy też, że miejsce, w którym mieszkasz, ma bardzo duży wpływ na Twoje życie. Doświadczyłam oceny i tego, co dosłownie oznacza „co ludzie powiedzą”.

Powróćmy jednak do mojej znajomej. Jesteśmy naprawdę różne. Być może znalazłoby się parę rzeczy, które byłyby w jakimś sensie podobne, ale większość jest jednak innych. I nie chodzi mi teraz o wygląd czy status materialny, ale o sposób myślenia. Z ciekawością słucham tego, co mówi. Obserwuję jej reakcje i pojawiające się w niej emocje. Jestem niezwykle wdzięczna, że mamświadomość i wiedzę, której większość nigdy mieć nie będzie. Widzę różnice i wiem skąd one się biorą. Z ostatniej rozmowy wyciągnęłam naprawdę dużo przemyśleń. Wzmocniłam siebie i stałam się jeszcze bardziej akceptująca. Przyjmuję słowa innych z miłością i zrozumieniem ich odmienności, chociaż nie zawsze rozumiem, dlaczego tak myślą i robią. Ale właśnie na tym polega akceptacja. Przyjmuję, chociaż nie muszę zgadzać się z tym, co mówią. Powracając do porównań. Ja i córka znajomej jesteśmy w tym samym wieku. Znajoma jest mądrą kobietą i ma swoje przekonania. Miała je również wychowując kiedyś swoje dziecko. Jest pewna swoich racji, chociaż podkreśla, że z wielkim zainteresowaniem obserwuje mój sposób wychowywania dzieci. Uważa, że jej sposób bycia jest dobry, a poglądy słuszne. Widzi wiele, ale nie widzi wszystkiego. Denerwuje się na córkę, choć nie łączy faktu, że jej sposób myślenia, wpłynął na życie jej dziecka. Jest dość pewna siebie i narzucająca swoje racje. A córka? Jest zupełnie inna niż ona. Wydaje mi się, że przytłoczyła swoje dziecko i wciąż je ogranicza, pomimo, że dziewczyna jest już po czterdziestce. Ona wciąż wie lepiej, co jest dobre, a co złe dla innych. Ocenia ją, nie widząc wciąż błędów, które popełnia. Jest dobrym człowiekiem i chce dla niej dobrze. Ale czy rzeczywiście tak jest? Córka nie ma męża, ani dzieci. Jest po przejściach, jak zwykło się mówić. Kiedy w jej życiu pojawia się jakiś mężczyzna, matka widzi zagrożenia. Z jednej strony chce, żeby jej dziecko ułożyło sobie życie i było szczęśliwe, z drugiej krytykuje, że nie jest tak jak być powinno. Próbuje dać dziecku wolność, ale wciąż ogranicza i poddaje ocenie wszystko, co pojawia się w jej życiu. Myślę, że nasze rozmowy sprawiły, że troszeczkę odpuściła córce, ale wciąż próbuje kontrolować jej życie. Ostatnie spotkanie uświadomiło mi, że jej przekonania są tak głęboko zakorzenione, a umysł nie dość otwarty, że i tak niewiele się zmieni pomimo moich rad o odpuszczeniu czy docenianiu. Będzie oceniała po swojemu.

Ocenianie bywa wielką przyjemnością, jeśli oceniamy kogoś. Z reguły w polskiej kulturze ocena jest negatywna. Ale jeśli jesteśmy oceniani, pojawia się w nas strach i lęk. Boimy się tego, że zostaniemy skrytykowani, wyśmiani i upokorzeni. Jeśli dochodzi do takich sytuacji człowiek zazwyczaj reaguje agresją lub uległością. Krzyczy albo spuszcza głowę. Nieliczni potrafią asertywnie zareagować. Tym bardziej, że ocenie nie zawsze poddawani jesteśmy bezpośrednio. Pracuję często z moimi klientkami nad asertywnością. Okazuje się, że większość kobiet nie wie nawet czym jest asertywność i jak można stosować ją w życiu. Zapewniam Cię, że jest bardzo pomocna nawet przy ocenie. I jeśli chcesz lepszego życia, bądź bardziej asertywna.

Dopisując jedną literę do słowa „ocenianie”, otrzymujemy „docenianie”, które ma zupełnie inne znaczenie. Każdy człowiek pragnie być doceniany. Dlaczego jest to jednak takie trudne? Wynika to z kultury, w której wzrastamy i z systemu, w którym się kształcimy. Przekonania, które rządzą naszym życiem są mało wspierające. Oceniać jest łatwo, doceniać znacznie trudniej. Kiedyś słyszałam wielokrotnie, że chwalenie kogoś może sprawić, że stanie się zbyt pewny siebie, a to nie jest dobre. Przewróci mu się w głowie i będzie problem. Jaki problem? Bo będzie znał swoją wartość i przestanie być posłuszny? Bo będzie zbyt radosny i szczęśliwy? Bo być może zacznie żyć po swojemu? Wiem, że najwygodniej powielać stare, sprawdzone schematy, nawet jeśli czynią nas nieszczęśliwymi.

Przeszłam dość dużą zmianę w swoim życiu. Zmianę związaną z myśleniem oczywiście. Moje dzieci próbowałam wychowywać w nurcie pozytywnej dyscypliny i nie było mi łatwo. Dlaczego? Bo większość ludzi mnie oceniała i mówiła mi, że są to złe rozwiązania. Dlaczego? Bo dla nich były nowe, nieznane, niezrozumiane. Kiedy zmieniałam siebie, również spotkałam się z krytyczną oceną. Ale jak to? Dlaczego chcesz mieć własne zdanie? Dlaczego, chcesz żyć po swojemu? Miałam takie wrażenie, że każdy mój ruch, każde wypowiedziane przeze mnie zdanie było poddawane ocenie. Nawet jeśli robiłam tak, jak życzyli sobie tego inni. Co bym nie zrobiła, zawsze znalazł się ktoś, kto to skomentował. Zawsze byli tacy, którym się to podobało i tacy, którzy krytykowali. Tak jest i dzisiaj. Nie dogodzę wszystkim.

Pozytywne myślenie sprawiło, że zaczęłam doceniać wszystko i wszystkich. Doceniam mojego psa, za to, że chce być właśnie ze mną i doceniam moje dzieci, że są tak bardzo kreatywne. Doceniam słońce, które daje mi energię i drzewa, które cieszą moje oko. Doceniam rodziców, że są pomocni i sąsiadów, że zawsze mogę z nimi porozmawiać. Doceniam częściej niż oceniam. Jednak moje ocenianie stało się inne niż to, którego nauczono mnie w dzieciństwie. Zdecydowanie częściej oceniam pozytywnie, chociaż bywa, że krytycznie na kogoś spojrzę. Działam jednak z zupełnie inną intencją niż kiedyś. Kiedyś krytykowanie sprawiało mi przyjemność. Szukałam słabych punktów, żeby sprawić komuś ból. A dzisiaj? Dzisiaj sprawiam przyjemność sobie i innym.

Jestem świadoma tego, że każdy ma prawo żyć po swojemu. Każdy ma prawo myśleć i działać, według własnego uznania. Każdy jest przecież inny – wyjątkowy. Nie mi jest oceniać co, gdzie i z kim robi? Czy robi dobrze, czy źle? Tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Bo to, co dla jednego dobre, dla drugiego może być złe równocześnie. Czy dobrze czy źle wychowuję swoje dzieci? Nie wiem. Robię tak jak potrafię najlepiej. Dla wielu jestem nieodpowiedzialną matką, ponieważ pozwalam im na zbyt wiele i nie popieram wszystkiego, co oferuje nasze szkolnictwo. Wychowuję moich chłopców według własnych wartości, szanując ich odmienność. Zapewniam Was, że każdy z nich jest inny. Czy będą dobrymi ludźmi w przyszłości? Czy ułożą sobie życie, o jakim marzą? Czy osiągną w życiu to, co jest im pisane? Tego nie wiem. Wiem jednak, że doceniam ich starania i zaakceptuję ich wybory. Niezależnie jakie będą. Być może nie będziemy zgadzali się w wielu kwestiach, ale każdy ma prawo przecież myśleć po swojemu i żyć wedle własnych wartości. Tego też życzę córce znajomej, bo biedna dziewczyna męczy się w swoim własnym życiu nie mogąc dogodzić sobie i jednocześnie matce. Przestała nawet opowiadać jej o wszystkim, bo dojrzała do tego, że matka i tak ją odpowiednio źle oceni.

Doceniam wszystko co mnie otacza. Dziękuję każdego dnia za to, co jest dla mnie ważne i ważniejsze. Sesje wdzięczności sprawiły, że zaczęłam również doceniać siebie i swoje życie. Przestałam przejmować się tym, co ludzie o mnie powiedzą i tym, że według innych powinnam żyć według określonych przekonań. Nic nie muszę, ale wszystko mogę. Mogłam również zmienić swoje myślenie. Nie musiałam powielać pewnych rodzinnych schematów i robić tego, czego inni ode mnie oczekiwali. Czy boję się dzisiaj oceny? Wręcz przeciwnie. Ocena inspiruje mnie do myślenia. A od myśli wszystko się zaczyna.

Jeśli możesz, zmień myślenie. Zacznij doceniać, zamiast oceniać. Zobaczysz, że Twoje życie stanie się lepsze.

 

 

 

Dodaj komentarz